sobota, 15 lutego 2014

Prologue

 5 lat wcześniej


Cudowna ósemka  tak nazywano ich na osiedlu, chodzili ze sobą wszędzie, jeden bronił drugiego, i wskoczyłby za nim w ogień choć czasem zdarzały się kłótnie , ale od razu było one rozwiązywane sprawiedliwie .Mieli oni wtedy po 13 lat, ale chłopaki już strzelali amory do dziewczyn. Na czele paczki stali jak zwykle wywyższający się chłopcy, a więc było ich czterech. Leon, Maxi, Feder i Marco, walczyli o względy dziewczyn , które się z nich nabijały. Dziewczyny, były zawsze opanowane, i wiedziały co zrobić w trudnych sytuacjach, nie tak jak chłopacy Maxi jak stukł doniczkę starej Madgonagal, to chciał ją skleić śliną. A więc w takich sytuacjach wchodziły dziewczyny, Violetta, Franceska, Ludmiła i Naty, według chłopaków były idealne, oczywiście Naxi, była razem pierwsza, później Marceska, na końcu Fedmila, ale chwileczke ktoś nam jeszcze został, a no tak Violetta i Leon. Żadne za sobą nie przepadało, Leon był dziecinny według Violetty, a Violetta wcześniej wydoroślała niż inni z jaj paczki, dlatego nie przepadała za Verdasem, i za jego humorkiem, oczywiście że kochała się śmiać ale beż przesady.(Leon i Marco są braćmi  A Franceska i Feder są rodziną cioteczną, jak by co :3)

*Violetta*
Idę się właśnie spotkać z  moją paczką, wszyscy są jacyś tajemniczy a ja nie wiem o co chodzi, ale się dowiem . O widzę Fran.
-Fran!, Fran !- wrzeszczę do niej .
- Ooo, cześć Violu gdzie reszta?
-Nie mam pojęcia- wydaje mi się alebo Franceska jest jakaś dziwna , no ale cóż.
-O idą, CHODŹCIE TU!- wrzasneła, mi do ucha.
-Fran-powiedziałam jak najłagodniej- MOŻESZ MI SIĘ NIE DRZEĆ DO UCHA??
-Dobrze, już dobrze- powiedziała, i zrobiła miejsce na ławce na której siedziałyśmy dla naszych przyjaciół.  


*Franceska* Spojrzałam na Federa, on przytaknł głową i się odważyłam.
-Ja i Fede wyjeżdżamy do Włoch-powiedziałam jak najszybciej mogłam i nie wytrzymałam , łzy leciały mi potokami z oczu, po Fede było widać , że jedna mała łezka zleciała mu z oka, Violetta mnie przytuliła,po czym zrobiliśmy jednego wielkiego miśka.
-Kiedy?- wyszeptał Marco
-Jutro. 

Teraźniejszość


*Violetta*
Po wyjeździe Franceski i Fede, wszystko się zawaliło, Marco i Leon również wyjechali, do swojego chorego dziadka. I została nas tylko 4 , przynajmniej Naxi jest razem, mamy już po 18 lat, i mamy zamiar wynająć razem jakąś kawalerkę. Idę z  Ludmiłą do szkoły, muzycznej, ale po drodze, coś przykuło moją uwagę, a raczej ktoś,  jakaś dziewczyna płacze na ławce, widać że nie była z tąd bo mówiła coś do siebie po Włosku, z czego trudno ją było zrozumieć. Podeszłam do niej.
-Hej, coś się stało dlaczego płaczesz?-powiedziałam, a dziewczyna wychyliła głowę z pod ugiętych kolan.
- Nie nic mi nie jest, spokojnie- powiedziała
-Mam na imię Violetta , a tam stoi Ludmiła, rozmawia przez telefon, a ty? jak masz na imię ?-zapytałam.
-Franceska.-diewczyna zrobiła wielki oczy, i zaczeła mnie przytulać, mówiła coś po włosku, a;e czy to, nie to nie możliwe.
-Fran, to ty? -powiedzizłam z nadzieją w głosie.
-Taaaak!-wykrzyczała.
-AAAAAAA!, Ludmiła patrz Fran, TO JEST NASZA PRAWDZIWA FRAN!!- krzyczałam na cały park.
-O Boże jak się cieszę żę was, odzyskałam.
-A mnie kto uściska?- zapytał męski głos.......



--------------------------------------------------------------------------------------

 Jest Prolog czytajcie błagam, a i proszę o komentarze :3

















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz